W DOMU I W PODRÓŻY.
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
statystyka
Kategorie: Wszystkie | Dom i ogród | Genealogia | Piotrek | Praca | Wycieczki
RSS
środa, 20 września 2017
Perła Morza Czarnego - Odessa

Odessa mnie zauroczyła. Miasto ma swoisty wdzięk i wcale nie przytłacza, choć to metropolia z prawie dwoma milionami mieszkańców i tłumem turystów. Panuje tu dziwny spokój i harmonia, klimacik trochę nostalgiczny i zdecydowanie wschodnioeuropejski. Na ulicach króluje moja ukochana secesja, ale sporo jest też budynków klasycystycznych, neorenesansowych czy eklektycznych. Widać, że miasto się rozwija, wiele kamienic i pałaców odrestaurowano, inne są właśnie w trakcie remontu (na pierwszym zdjęciu hotel Bristol jak malinowy torcik):

Odessa, hotel Bristol

Odessa, kamienice 1

Odessa, kamienice 2

Odessa, kamienice 2a

Odessa, kamienice 3

Odessa, kamienice 4

Odessa, kamienice 5

Odessa, kamienice 6

Odessa, kamienice 7

Odessa, kamienice 8

Odessa, kamienice 9

Odessa, kamienice 10

Odessa, kamienice 11

Odessa, kamienice 12

Odessa, kamienice 13

Odessa, kamienice 14

Odessa, kamienice 15

Odessa, kamienice 16

Odessa, kamienice 17

Odessa, kamienice 18

Odessa, kamienice 19

Odessa, kamienice 20

Odessa, kamienice 21

W pewnym momencie zobaczyłam coś, co wyglądało jak żaglowiec na dachu. Okazało się, że w tym budynku mieści się szkoła morska, chyba technikum, imienia Marinesko:

Odessa, technikum  morskie 1

Odessa, technikum  morskie 2

A to historyczny budynek poczty głównej:

Główna poczta w Odessie 1

Główna poczta w Odessie 2

Niezłe prezentuje się też tak zwany Pasaż, czyli przykryte przeszklonym dachem podwórko hotelu o takiej samej nazwie. Wygląda trochę jak miniatura galerii Wiktora Emanuela II w Mediolanie, ale przez nagromadzenie ogromnej liczby dekoracyjnych ornamentów i rzeźb na niewielkiej przestrzni wywarł na mnie nawet większe wrażenie:

Odessa, Pasaż 1

Odessa, Pasaż 2

Odessa, Pasaż 3

Odessa, Pasaż 4

W mieście powstały też nowoczesne hotele, apartamentowce czy biurowce, które zaskakująco dobrze wpisują się w historyczne otoczenie:

Nowa Odessa 1

Nowa Odessa 2

Nowa Odessa 3

Nowa Odessa 4

Z całą pewnością warto tu przyjechać, szczególnie że klimat też jest przyjazny, przez większą część roku jest ciepło, a latem wręcz upalnie. Spacer uprzyjemniają liczne parki i skwery, wzdłuż szerokich ulic rosną drzewa dające dużo cienia, a poza tym zawsze można wybrać się na którąś z plaż i wykąpać się w morzu albo obejrzeć pokaz delfinów. Plaża w pobliżu delfinarium jest nawet ładna i zadbana, choć na ogół strasznie zatłoczona. Ale płatne miejsce na leżaczku pod parasolem zawsze da się znaleźć:

Odessa, plaża Lanżeron 1

Odessa, plaża Lanżeron 2

Odessa, plaża Lanżeron 3

Odessa, delfinarium

Po entuzjastycznym wstępie oraz po spacerku odeskimi ulicami bierzemy się za historię Odessy. W wielkim skrócie, bo naprawdę byłoby o czym opowiadać.

Ślady najstarszego osadnictwa sięgają paleolitu. Pierwsze miasta o udokumentowanej historii - greckie Olbia i Borysthenes - istniały tu czasach starożytnych, od V do III w. p.n.e., a  podobno leżąca nieco dalej na wschód kolejna osada nazywała się Odessos. Później, w IV wieku n.e. tereny te należały do Gotów, po nich przybyli Hunowie, potem Bułgarzy i Madziarowie. To jeszcze nie koniec, w XIV wieku powstała tu kolonia genueńska, którą opanowali Tatarzy, wyparci z kolei przez Litwinów, a po nich na kilka stuleci zadomowili się Turcy osmańscy. Wreszcie pod koniec XVIII wieku Turków wygnali Rosjanie, którzy postanowili założyć tu nowe miasto zgodnie z ukazem carycy Katarzyny II. W XIX wieku Odessa stała się głównym portem obsługującym eksport rosyjskiego zboża, co uczyniło ją jednym z najbogatszych i najszybciej rozwijających się miast carskiej Rosji. Wiek XX już nie był dla niej tak szczęśliwy, ale wygląda na to, że XXI okazał się, przynajmniej na razie, łaskawszy ;-)

Wśród założycieli miasta i pierwszych gubernatorów spotykamy zaskakujące nazwiska: de Ribas, de Langeron i książę Richelieu. Przedziwnie wyglądają nazwy ulic ku ich czci, pisane cyrylicą: Deribasowskaja, Riszeliewskaja czy Lanżeroniwskaja. W uznaniu zasług zarówno panowie de Ribas i Richelieu, jak i caryca Katarzyna, mają w Odessie swoje pomniki, de Langeron za to ma "swoją" plażę "Lanżeron" (zdjęcia z niej są na początku notki):

Odessa, pomnik de Ribasa

Odessa, pomnik księcia Richelieu

Odessa, pomnik carycy Katarzyny II 1

Odessa, pomnik carycy Katarzyny II 2

I na razie o Odessie tyle, w następnej notce będzie więcej szczegółów i oczywiście kolejne zdjęcia.

niedziela, 17 września 2017
W stronę Łyczakowa

Dziś dalszy ciąg wspomnień ze Lwowa. Najpierw odwiedzimy trzy ważne świątynie, tym razem po zachodniej stronie Starego Miasta.

Jeden z najwspanialszych barokowych zabytków Lwowa to kościół Bożego Ciała i klasztor dominikanów. W I połowie XVIII w. istniejący tu od 1370 roku gotycki kościół zaczął się walić i podjęto decyzję o całkowitym wyburzeniu. W 1749 roku w tym samym miejscu powstała nowa rzymskokatolicka świątynia, zainspirowana kształtem kościoła św. Karola w Wiedniu, a zaprojektowana przez architekta wojskowego Jana De Witte. W 1865 roku do kościoła dodano czworoboczną dzwonnicę. Budowa została sfinansowana przez Józefa Potockiego.

Na frontonie widnieje napis "SOLI DEO HONOR ET GLORIA" - "Jedynemu Bogu cześć i chwała":

Lwów, kościół Bożego Ciała i klasztor Dominikanów 1

Za czasów sowieckich zlokalizowano tu magazyn soli, co powodowało niszczenie zabytkowej materii kościoła. Wyremontowano go jednak w latach 60-tych i zamieniono w Muzeum Historii Religii i Ateizmu, ale może dzięki temu ocalał. Obecnie mieści się w nim greckokatolicka cerkiew Najświętszej Eucharystii, a budynkach poklasztornych nadal działa muzeum.

Wystrój wnętrza ma charakter rokokowy lub neorokokowy.:

Lwów, kościół Bożego Ciała i klasztor Dominikanów 2

I cóż jeszcze mogę dodać? Spędziłam tu 5 minut! Siedem godzin we Lwowie to śmiesznie mało, żeby poznać miasto, ale dość, żeby się przekonać o konieczności dłuższej wizyty :-)

Niecałe 100 metrów od kościoła dominikanów, przy ul. Ruskiej, znajdziemy kolejny sakralny obiekt - renesansową Cerkiew Uspieńską (Zaśnięcia Matki Bożej), zwaną tez cerkwią Wołoską, z charakterystyczną wieżą Korniakta i kaplicą Trzech Świętych Hierarchów. Ufundowana przez hospodara mołdawskiego cerkiew służyła bractwu prawosławnemu, którego struktura i cele przypominały średniowieczne gildie. Jest to najważniejsza i najstarsza cerkiew Lwowa, a jej zielone kopuły i wieża widoczne są z daleka:

Lwów, cerkiew Wołoska (Uspienska) 1

Lwów, cerkiew Wołoska (Uspienska) 2

Do środka w ogóle nie weszliśmy, więc nie mam zdjęć. Może następnym razem?

A teraz przenosimy się kolejne 200 metrów dalej na południe, do dawnego kościoła św. Andrzeja i klasztoru Bernardynów. Zbudowano go około roku 1460 już poza zasięgiem murów obronnych Lwowa, dlatego cały kompleks został ufortyfikowany i tworzył osobną warownię. Barokowa wolno stojąca wieża, nakryta miedzianym hełmem z latarnią, powstała w 1734 r. Za czasów sowieckich kościół przez lata niszczał, aż wreszcie przekazano go greckokatolickiemu zakonowi Bazylianów i w listopadzie 1991 otwarto jako cerkiew św. Andrzeja Apostoła. Dziś zachwyca swą zgrabną sylwetą i bogato dekorowaną fasadą, nawiązującą do najlepszych wzorów manierystycznej architektury włoskiej i niderlandzkiej. Przed kościołem wzniesiono kolumnę św. Jana z Dukli, ufundowaną w 1736 przez Seweryna Michała Rzewuskiego. Zdobiąca kolumnę figura świętego została usunięta po II wojnie światowej:

Lwów, kościół św. Andrzeja i klasztor bermardynów 1

Lwów, przed kościołem bernardynów

W latach 1738–1740 malarz zakonny, brat Benedykt Mazurkiewicz, uczeń Giuseppe Carlo Pedrettiego, wykonał na sklepieniu ogromny fresk, przedstawiający ”Triumf św. Franciszka z Asyżu”. W podobnym okresie powstały inne elementy barokowego wystroju:

Lwów, kościół św. Andrzeja i klasztor bermardynów 2

Lwów, kościół św. Andrzeja i klasztor bermardynów 3

Nieopodal kompleksu bernardyńskiego, na placu Halickim, stoi pomnik króla Daniły (Daniela) Halickiego:

Lwów, pomnik króla Daniły

Idąc spod klasztoru dominikanów na koniec skweru przy Placu Sobornym i kierując się dalej dokładnie na wschód ulicą Piekarską, w ciągu kwadransa dojdziemy do Cmentarza Łyczakowskiego. Można też podjechać marszrutką, bo tramwaje chwilowo nie kursują z powodu remontu ulicy, ale w dużym upale jest to przeżycie ekstremalne i nie polecam ;-)

Powstały pod koniec XVIII wieku cmentarz porównuje się często do warszawskich Powązek, krakowskiego Cmentarza Rakowickiego czy wreszcie wileńskiej Rossy. Znajdziemy tu wiele pięknych grobowców, udekorowanych rzeźbami znakomitych twórców:

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 1

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 2

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 3

Znacząca część cmentarza zajmują groby polskie, w tym wielu znanych postaci, m.in. Marii Konopnickiej, Stefana Banacha, Gabrieli Zapolskiej, Seweryna Goszczyńskiego czy Konstantego Juliana Ordona (tego od "Reduty")

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 4

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 5

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 6

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 7

Lwów, Cmentarz Łyczakowski 8

W obrębie cmentarza znajduje się Cmentarz Obrońców Lwowa, nazywany też Cmentarzem Orląt Lwowskich:

Cmentarzem Orląt Lwowskich 1

Cmentarzem Orląt Lwowskich 2

I to już wszystko, co udało mi się we Lwowie zobaczyć. Nie wiem, kiedy uda mi się tu powrócić, ale wydaje się to dość realne, jako że mój mąż też wyraża zainteresowanie.

O godzinie 17:00 zebraliśmy się przed naszym hotelem, skąd busikami przewieziono nas na główny dworzec kolejowy. Jest to bardzo piękny gmach, zbudowany, jak większość budynków użyteczności publicznej z przełomu XIX i XX wieku, w stylu wiedeńskiego historyzmu:

Lwów, Dworzec Główny 1

Lwów, Dworzec Główny 2

A tam czekał na nas pociąg Lwów - Odessa, z wagonami typu "plackarta":

Pociąg Lwów - Odessa

Otwartość przedziałów nie stanowiła problemu, bo nasza grupa liczyła ok. 40 osób, czyli w wagonie byli prawie sami swoi. Można tam śmiało spać. Nikt nas nie okradnie, bo bagaż leży w skrzyni pod dolnym łóżkiem i nie da się go ruszyć bez podniesienia tegoż. O ile oczywiście dolne łóżko jest nasze ;-)

A reszta to już bajka: na miękkim siedzeniu kładziemy jeszcze gruby materac, dostajemy koc i poduszkę, do tego świeżutką, pachnącą pościel zafoliowaną w woreczku, herbatka wieczorem i rano też jest w cenie. I mamy do przejechania ponad 800 kilometrów w 12 godzin za jedyne 20 zł! Nic, tylko podróżować ;-)

A zatem do zobaczenia w notce o Odessie.

piątek, 15 września 2017
Tylko we Lwowie

Wstyd się przyznać, ale chociaż do Lwowa mam raptem około 200 kilometrów, nigdy tu wcześniej nie byłam. Pewnie odstraszały mnie wieści, że na przejściu granicznym stoi się bardzo długo. Tym razem mieliśmy szczęście, było dość pusto i czekaliśmy ledwie godzinkę. W drodze powrotnej było nieco gorzej - 2 godziny, ale mój szwagier kilka dni wcześniej spędził tam 7 godzin.

Tak naprawdę to zwiedzanie Lwowa nadal jest przede mną, bo te parę godzin, które tam spędziłam, to zdecydowanie za mało. Ale wstępne rozeznanie zrobione i następnym razem będzie już łatwiej. Wprawdzie po każdym wyjeździe powtarzam, że muszę tu jeszcze wrócić, ale tym razem mam wyjątkowo silną potrzebę, więc może mi się uda :-)

Na nocleg dotarliśmy grubo po północy, natychmiast padłam i kompletnie nie pamiętam naszego pokoju. Następnego dnia rano spotkaliśmy się z przewodnikiem i ruszyliśmy w miasto. Niech za ocenę pracy tego pana posłuży taki komentarz: wolałabym poznawać Lwów z kimś, kto bardziej ceni sobie historię dawniejszą, niż II polowa XX wieku.

Pierwszy ważny obiekt zobaczyliśmy dokładnie naprzeciwko wejścia do naszego hotelu, czyli na skraju tzw. Parku Studenckiego, ciągnącego się za torami tramwajowymi wzdłuż ulicy Sacharowa. Jest to współczesny pomnik, poświęcony lwowskim uczonym, zamordowanym przez hitlerowców. Symbolika odnosi się do złamania piątego przykazania "Nie zabijaj":

Lwów, pomnik poświęcony lwowskim profesorom

Po drodze mijaliśmy budynki słynnego Uniwersytetu Lwowskiego (niegdyś Jana Kazimierza). Wrażenie robi zwłaszcza główny gmach, będący dawniej siedzibą Sejmu Krajowego we Lwowie:

Uniwersytet Lwowski 1

Uniwersytet Lwowski 2

Po drodze zjedliśmy późne śniadanko w "Puzatej chacie" i przeszliśmy na Prospekt Swobody, czyli Wały Hetmańskie. Rozpoczynają się one przy Placu Mickiewicza, a kończą przy budynku Opery, a powstały, podobnie jak krakowskie "Planty", na miejscu dawnych murów miejskich. Na Placu Mickiewicza wypadało się sfotografować pod pomnikiem wieszcza, któremu towarzyszy uskrzydlony Geniusz z wieńcem laurowym na głowie:

Lwów, pomnik Mickiewicza 1

Lwów, pomnik Mickiewicza 2

Naprzeciwko pomnika widać piękny budynek hotelu George (Żorż), zbudowany w stylu wiedeńskiej secesji, a zaprojektowany przez F. Fellnera i H. Helmera. Nazwiska tych panów pojawią się jeszcze w moich ukraińskich wspomnieniach, ale warto też wiedzieć, że np. Cieszyn, Toruń, Karlowe Vary, Bratysława, Praga czy Budapeszt, a przede wszystkich główne miasta niemieckie i austriackie, również cieszą się obiektami ich autorstwa. Zaprojektowali oni ponad 200 znanych teatrów, oper i hoteli w całej Europie. A z balkonu hotelu Żorż śpiewał kiedyś Jan Kiepura:

Lwów, hotel Żorż

Idąc dalej w kierunku Opery mijamy najpierw figurę Maryi, a potem docieramy do kolejnego ważnego pomnika - Tarasa Szewczenki. Za pomnikiem widać dawny kościół i klasztor jezuitów:

Lwów, figura Maryi na Prospekcie Swobody

Lwów, pomnik Tarasa Szewczenki

Wokół pomnika też jest ciekawie, naprzeciwko w dawnym budynku Galicyjskiej Kasy Oszczędności mieści się Muzeum Etnografii. Podobno warto zajrzeć do środka, żeby zobaczyć wnętrze:

Lwów, Galicyjska Kasa Oszczędności 1

Lwów, Galicyjska Kasa Oszczędności 2

I jeszcze lwowska Opera. Mam nadzieję odwiedzić ją kiedyś, więc wtedy więcej o niej napiszę:

Opera we Lwowie 1

Opera we Lwowie 2

Prospekt Swobody biegnie na skraju Starego Miasta, więc do kolejnych ważnych miejsc mieliśmy już blisko. Pierwszym obiektem, do którego weszliśmy, była łacińska katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Bazylika Metropolitalna), siedziba arcybiskupa Lwowa, jedna z trzech katedr miasta:

Lwów, katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 1

Gotycką bryłę świątyni wznoszono od ok.1360 roku. Wyposażenie wnętrz, renesansowe i barokowe, powstało po wielkim pożarze Lwowa z roku 1527. Polichromie w nawie głównej pochodzą z kolejnej wielkiej przebudowy kościoła w latach 1760-76:

Lwów, katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 2

Lwów, katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 3

W katedrze jest tak wiele ciekawych elementów - obrazów, tablic pamiątkowych, rzeźb, witraży - że można by pewnie spędzić cały dzień na ich podziwianiu. Ja weszłam tam tylko na kilka minut, więc niewiele zdążyłam zobaczyć. Może kiedyś...

Za katedrą znajduje się perełka architektury Lwowa, kaplica Boimów, pierwotnie jedna z budowli cmentarza katedralnego. Wrażenie robi już zewnętrzna bogata ornamentyka, jedyna w swoim rodzaju (wnętrza nie zdążyłam obejrzeć!!!):

Lwów, kaplica Boimów 1

Lwów, kaplica Boimów 2

Z Placu Katedralnego przeszliśmy do pojezuickiego kościoła świętych Piotra i Pawła, którego bryłę było widać spod pomnika Szewczenki. Wejście znajduje się z przeciwnej strony, od ulicy Teatralnej:

Lwów, kościół świętych Piotra i Pawła 1

W czasach komunizmu przez wiele lat były tu magazyny, na szczęście książek, a nie na przykład kartofli, dzięki czemu zniszczenia nie były aż tak nieodwracalne. Obecnie mieści się tu cerkiew prawosławna, ale funkcję sakralną przywrócono tej świątyni całkiem niedawno. Jeszcze mój przewodnik z roku 2010 podaje, że kościół jest zamknięty dla turystów. Nadal jednak trwają prace restauratorskie:

Lwów, kościół świętych Piotra i Pawła 2

Następny punkt programu stanowiła katedra ormiańska, również (jak katolicka) pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obiekt o rozczłonkowanej bryle, świadczącej o wieloletniej historii. I znów stwierdzam, że najładniejszego widoku katedry od strony Zaułka Ormiańskiego, nie widziałam. A jest to jedyne miejsce, z którego można obejrzeć całą bryłę kościoła z absydą. Od ulicy Wirmeńskiej widać tylko arkadowy dziedziniec i bok nawy z XVII wieku, która wydłużyła katedrę w stronę ulicy Krakowskiej, a od Krakowskiej nie widać w ogóle nic i nawet ciężko znaleźć główne wejście:

Lwów, katedra ormiańska 1

Wnętrze jest bardzo ciekawe, wrażenie robią zarówno freski w nawie głównej, pochodzące z początków XX wieku, jak i mozaika projektu Mehoffera na sklepieniu kopuły czy średniowieczne krzyże ormiańskie (chaczkary) w najstarszej części katedry:

Lwów, katedra ormiańska 2

Lwów, katedra ormiańska 3

Lwów, katedra ormiańska 4

Na Starym Mieście odwiedziliśmy jeszcze trzy kościoły, ale o tym napiszę w następnej notce, a teraz jeszcze wrzucę różne obrazki ze spaceru lwowskimi ulicami.

Idąc ulicą Wirmeńską dalej, kawałek za ormiańską katedrą dochodzimy do niewielkiej kawiarni Gasova Lampa, gdzie można na chwilę usiąść obok pana Łukasiewicza:

Lwów, kawiarnia

Rynek z ratuszem i jedną z fontann (Diany):

Lwów, ratusz na Rynku

Lwów, fontanna Diany

Zabytkowa wieża "Gliniańska", w tle zabudowania kościoła i klasztoru Bernardynów (więcej o nich będzie w kolejnej notce):

Lwów, wieża Gliniańska, w tle kościół Bernardynów

Na Placu Muzealnym ustawiono pomnik Nikifora Krynickiego:

Lwów, pomnik Nikifora Krynickiego

Na zakończenie jeszcze różne ulice i kamienice:

Lwów, różne 1

Lwów, różne 2

I może na razie tyle,

                                                         c.d.n.

poniedziałek, 04 września 2017
Nad jeziorem Como, część druga

Tak więc kolejny prom dostarczył nas do Menaggio. Spacer rozpoczęliśmy od pięknego bulwaru, ciągnącego się wzdłuż jeziora:

Menaggio, promenada nad jeziorem 1

Menaggio, promenada nad jeziorem 2

Menaggio, promenada nad jeziorem 3

Menaggio, promenada nad jeziorem 4

Menaggio, promenada nad jeziorem 5

Menaggio, promenada nad jeziorem 6

W drodze powrotnej skręciliśmy na Piazza Garibaldi, a dalej w szeroką Via Calvi - deptak z licznymi kafejkami:

Menaggio, Via Calvi

Po prawej stronie ukazała się nam fasada niewielkiego, jednonawowego kościoła Santa Marta, wbudowanego w ciąg kamienic. Fronton zdobią listwy z terakoty, piękna rozeta i portal z freskiem przedstawiającym Madonnę z Dzieciatkiem. Fakt istnienia w tym miejscu kościoła jest udokumentowany od 1582 roku, ale fasada i wyposażenie są XIX-wieczne.

Nie wiedziałam wtedy, że pomiędzy fragmentami kamieni u podstawy elewacji jest napis grobowy, który wspomina rzymskiego urzędnika z czasów cesarza Wespazjana, Lucjusza Miniciusa Exoratusa. Od niego, według najpopularniejszej interpretacji, wywodzi się łacińska nazwa miasta - Menaxium. Na moim zdjęciu widać fragment płyty grobowej po lewej stronie, ale nie przyszło mi do głowy sfotografować go z bliska:

Menaggio, kościół Santa Maria 1

Menaggio, kościół Santa Maria 2

Idąc Via Calvi do końca, dochodzimy do zabytkowego kościoła parafialnego Św. Stefana. Został on zbudowany na podłużnym planie z trzema nawami, z bocznymi kaplicami i zakrystią. Kościół powstał w XVII wieku, na fundamentach starszej świątyni. Wystrój pochodzi z wieku XIX:

Menaggio, kościół św. Stefana 1

Menaggio, kościół św. Stefana 2

Menaggio, kościół św. Stefana 3

Menaggio, kościół św. Stefana 4

Charakterystyczna dzwonnica z miedzianą cebulową kopułą i 5 dzwonami, widoczna jest z daleka:

Menaggio, widok od strony jeziora

Postanowiliśmy też dotrzeć biegnącą 750 metrów pod górę ulicą Via Castellino da Castello do kościoła San Carlo. Wzgórze otaczają fragmenty starych murów zamkowych z bramą, całość wraz z otaczającymi domami wygląda bardzo malowniczo:

Menaggio, droga do kościoła San Carlo 1

Menaggio, droga do kościoła San Carlo 2

Menaggio, droga do kościoła San Carlo 3

Menaggio, droga do kościoła San Carlo 4

Menaggio, droga do kościoła San Carlo 5

Kościół z dzwonnicą został poświęcony w 1614 roku przez San Carlo Boromeusza i użytkowany aż do 1771 roku przez Kanoników Laterańskich z klasztoru Santa Maria della Passione di Milano:

Menaggio, kościół San Carlo 1

Menaggio, kościół San Carlo 2

W drodze powrotnej wypiliśmy jeszcze kawkę na via Calvi i wróciliśmy do portu ulicą Via IV Novembre, biegnącą u podnóża góry, na której malowniczo prezentują się liczne domy i hotele:

Menaggio

Okazało się, że na prom trzeba będzie poczekać około 20 minut. To i ja teraz na moment się zatrzymam z dalszym opisem, by uzupełnić informacje praktyczne, ważne dla planujących podróż w te rejony. Wcześniej napisałam, ile kosztują bilety kolejowe, a nic nie wspomniałam o cenach przepraw promowych. Bilet na prom kupuje się w budce na przystani. Jednorazowy kosztuje 4,60 €, więc trzy przeprawy: Varenna - Bellagio, Bellagio - Menaggio i powrót do Varenny, to koszt 13,80 €. Jeżeli ktoś chce popłynąć gdzieś jeszcze, a są takie możliwości, to opłaci się już kupić bilet dobowy za 15 €. My mieliśmy za mało czasu, by płynąć dalej, więc z tej opcji nie korzystaliśmy.

W końcu prom się pojawił i ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do Varenny. Była to ostatnia miejscowość, którą odwiedzaliśmy tego dnia. Rozkład jazdy pociągów znaliśmy, więc mogliśmy spokojnie sobie wędrować czy też posiedzieć w trattorii, i w dowolnym momencie podjąć decyzję, o której wracamy. Bardzo nam to odpowiadało, a że Varenna podobała nam się najbardziej z tych czterech miasteczek, przedłużyliśmy pobyt w niej o godzinę w stosunku do naszych wcześniejszych planów. 

A spodobało nam się tu już od pierwszej chwili, gdy szliśmy zawieszonym nad wodą podestem, prowadzącym z portu do centrum miasteczka:

Varenna, widok od strony jeziora 1

Varenna, przejście z portu do miasteczka 1

Varenna, przejście z portu do miasteczka 2

Varenna, przejście z portu do miasteczka 3

Jedną z tutejszych atrakcji są fragmenty pochodzącego z przełomu X i XI wieku zamku znanego jako Castello di Vezio, będącego siedzibą ośrodka sokolnictwa. Widzieliśmy go z promu i jakoś nas nie zachwycił. Stwierdziliśmy, że nie ma tych pozostałości na tyle dużo, żeby nam się chciało tam wdrapywać, zresztą potrzebna byłaby przynajmniej dodatkowa godzina czasu.

Na poniższym zdjęciu na szczycie pierwszego wzgórza majaczy prostokątny budynek zamkowej wieży i ten widok musi nam wystarczyć:

Varenna, widok od strony jeziora 2

W zamian za to zawędrowaliśmy na obrzeża Varenny do Villi Monastero (dawny klasztor założony w końcu XII wieku, obecnie muzeum, ogród botaniczny i centrum konferencyjne) oraz Villi dei Cipressi  (XIX-wieczny budynek z pięknymi tarasowymi ogrodami i rzędami cyprysów, obecnie hotel). Oj, pomieszkałoby się w takim miejscu:

Varenna, Villa Monastero 1

Varenna, Villa Monastero 2

Varenna, Villa Cipressi 1

Varenna, Villa Cipressi 2

Varenna, podobnie jak Bellagio, jest położona na zboczu góry i łącznikami między dolnymi a górnymi ulicami często są strome schody:

Varenna, schodki 1

Varenna, schodki 2

Varenna, schodki 3

Jednym z takich przejść dostaliśmy się na główny plac miasta - Piazza San Giorgio (św. Jerzego). Dominuje na nim kościół pod takim samym wezwaniem, wzniesiony w XIV wieku, przebudowany w XVII i XVIII wieku. To dobry przykład XIV-wiecznej architektury lombardzkiej, z kilkoma wartościowymi dziełami sztuki z XV, XVI i XVII wieku. Na fasadzie znajduje się fresk ze św. Krzysztofem, patronem podróżnych. Dzwonnica obok kościoła pochodzi z XVII wieku:

Varenna, kościół San Giorgio (św. Jerzego) 1

Varenna, kościół San Giorgio (św. Jerzego) 2

Varenna, kościół San Giorgio (św. Jerzego) 3

Varenna, kościół San Giorgio (św. Jerzego) 4

Na dolnym końcu placu znajduje się kościół św. Jana Chrzciciela (San Giovanni Battista), pochodzący z XI wieku. Surowa bryła, zbudowana z szarego kamienia, na zewnątrz nie ma żadnych ozdób. Natomiast w środku zachwycają XIV-wieczne freski na bocznych ścianach, mocno zniszczone, i XVI-wieczne w absydzie, już w nieco lepszym stanie. Wśród przedstawionych na różnych malowidłach postaci znajdziemy świętego Krzysztofa z Dzieciątkiem, świętego Jerzego walczącego ze smokiem, świętego Jana Chrzciciela i Maryję. Romańska dzwonnica, zbudowana od strony jeziora, ma dzwony z 1730 roku:

Varenna, kościół San Giovanni Battista 1

Varenna, kościół San Giovanni Battista 2

Varenna, kościół San Giovanni Battista 3

Varenna, kościół San Giovanni Battista 4

Na Piazza San Giorgio od od strony Via Cu" Corrado Venini jest jeszcze jeden mały kościółek. Na mapach Google wyświetla się nazwa Santi Nazaro e Celso, ale zastanawiam się, czy to nie błąd. Po oznaczeniu tego miejsca, jako adres kościoła wyświetla się Bellano, położone kilka kilometrów dalej, na północ. Ale z drugiej strony, jest to maleńka miejscowość i chyba nie ma tam kościoła, więc może faktycznie tu mają parafię? Na budynku kościoła znalazłam tylko tabliczkę z nazwą ulicy i żadnej innej informacji, a do środka nie dało się wejść. No dobra, umówmy się, że to Nazaro i Celso:

Varenna, Piazza San Giorgio, kościół Santi Nazaro e Celso

Z drugiej strony San Giorgio jest jeszcze jeden dawny kościół, ale o tym już nigdzie nie znalazłam informacji. Chyba jest włączony w obręb ratusza:

Varenna, dawny kościół na Piazza San Giorgio

Ostatnie chwile naszego pobytu w Varennie spędziiliśmy w barze Il Molo, gdzie przemiła kelnerka mówiła do nas "cześć" i sama zaofiarowała się zrobić nam wspólne zdjęcie. A zjedliśmy sobie typowo - pizzę i spaghetti:
.
Obiadek w Varennie 1
.
Obiadek w Varennie 2
.
A jakie tam były przepiękne widoki! Wcale nam się nie chciało wracać:
.
Varenna, bar Il Molo 1
.
Varenna, bar Il Molo 2
.
Varenna, bar Il Molo 3
.
Varenna, bar Il Molo 4
.
Słusznie się nie spieszyliśmy, bo jak wiadomo, nie było do czego. To właśnie w Varennie, w drodze na stację kolejową, zleciałam z betonowych schodów, podarłam portki i skręciłam nogę, która mnie nadal boli, choć już minęły dwa miesiące ;-)
.
I to już koniec naszej włoskiej eskapady, mam nadzieję, że nie ostatniej.
piątek, 01 września 2017
Jedziemy nad jezioro Como, część 1

Poniedziałek, czyli przedostatni dzień naszej włoskiej wycieczki, był dniem zdecydowanie najprzyjemniejszym. Woda, góry i klimatyczne małe miasteczka to jest to, co tygrysy lubią najbardziej ;-)

Oto mapka całej naszej poniedziałkowej podróży:

Jezioro Como, mapa

Po raz kolejny sprawdził się wybrany przez nas hotel - blisko stacji kolejowej. Cieszyliśmy się, że nie musimy się zrywać rano, bo możemy wyjść z pokoju parę minut przed odjazdem pociągu. Tym razem kupiliśmy bilet do Varenny z przesiadką w Lecco. Pociągi z Bergamo wyjeżdżają 8 minut po każdej godzinie i do Lecco jadą 40 minut, a stąd do Varenny ruszają 2 minuty po każdej godzinie i jadą 21 minut. Wszystko punktualnie, przynajmniej rano, bo powrót już nam się odbył z lekkim poślizgiem. Bilet jest ważny 3 godziny od skasowania, więc spokojnie można przepuścić jeden pociąg i zatrzymać się  w Lecco na godzinę z kwadransem. 

Ale po kolei. Dojechaliśmy do Lecco o 8:48 i udaliśmy się spacerkiem w stronę jeziora, bo tam koncentruje się życie miasta. Najpierw trafiliśmy pod pomnik Garibaldiego, stojący przed Teatro della Società, najstarszym i najważniejszym teatrem w Lecco; i na plac jego imienia, przy którym rzuca się w oczy neorenesansowy pałac Falck z 1900 roku:

Lecco, pomnik Garibaldiego 1

Lecco, pomnik Garibaldiego 2

Lecco, Palazzo Falck

Stamtąd dalej sympatycznymi uliczkami wedrowaliśmy w kierunku nabrzeża i kolejnego pomnika, tym razem włoskiego polityka związanego z tą miejscowością - Mario Cermenati:

Lecco, widok na jezioro Como

Lecco, pomnik Mario Cermenati 1

Lecco, pomnik Mario Cermenati 2

Na drugim zdjęciu w tle widoczna jest dzwonnica romańskiej bazyliki św. Mikołaja (San Nicola), do której zamierzaliśmy dotrzeć. Pierwsze wzmianki o kościele pochodzą z XIII wieku, został on prawdopodobnie zbudowany na wcześniejszych pozostałościach fortyfikacji miasta. Potem wielokrotnie go przebudowywano, dość zresztą radykalnie, ostatnio w XIX wieku:

Lecco, Bazylika San Nicola 1

Lecco, Bazylika San Nicola 2

Lecco, Bazylika San Nicola 3

Wysoką na 96 m neogotycką dzwonnicę dobudowano na początku XX wieku. Uważana jest za symbol miasta, a najpiękniej prezentuje się od strony ulicy Via Roma i Piazza XX Settembre:

Lecco, Bazylika San Nicola 4

Na tym placu znajduje się też niewielka pozostałość dawnej potężnej twierdzy, której mury otaczały miasto - wieża, zwana Torre Civica Viscontea. Jest to jeden z najstarszych budynków w Lecco, powstał w XIV wieku z inicjatywy Viscontiego, znanego mediolańskiego patrycjusza:

Lecco, Torre Civica Viscontea

Spod bazyliki spacerkiem wracaliśmy w stronę stacji. Miasteczko przed 10-tą rano było jeszcze nieco senne i urzekało spokojem:

Lecco, Piazza XX Settembre 1

Lecco, Piazza XX Settembre 2

Po drodze minęliśmy jeszcze jeden fragment starych miejskich murów, zajrzeliśmy też na dziedziniec miejskiego ratusza:

Lecco, mury miejskie

Lecco, ratusz 1

Lecco, ratusz 2

Czasu na spacer może nie było wystarczająco dużo, ale czekało nas jeszcze zwiedzanie trzech ciekawszych miasteczek, więc bez żalu wróciliśmy na stację i o 10:02 kolejnym pociągiem pojechaliśmy do Varenny. Zlekceważyliśmy ją na razie całkowicie z zamiarem zostania tu na dłużej w drodze powrotnej, co okazało się ostatecznie bardzo dobrym pomysłem. Od razu poszliśmy na przystań promową i kupiliśmy bilet na najbliższy rejs:

Przystań promowa w Varennie

Okazało się, że najpierw popłyniemy do słynnego Bellagio i tam spędzimy kolejne dwie godziny:

Bellagio, widok z promu 1

Bellagio, widok z promu 2

Bellagio, widok z promu 3

Jest to miejscowość nad jeziorem Como, powstała już na początku naszej ery, ale przez długie wieki była jedynie wioską rybacką. Dopiero w XIX wieku doceniono naturalne atuty okolicy, tworząc z Bellagio luksusowy kurort, pełen eleganckich willi i hoteli, wśród których wyróżnia się pięciogwiazdkowy Grand Villa Serbeloni:

Bellagio, hotel Grand Villa Serbeloni

Mimo tłumu turystów i wczasowiczów wciąż jest to wyjątkowo malownicze miejsce, idealne na popołudniowy spacer czy piknik, którego uroki przed nami podziwiali najwięksi tego świata, m.in. J.F.Kennedy oraz Winston Churchill. 

Samo miasto to głównie dwie równoległe aleje - jedna wzdłuż brzegu, druga nieco wyżej. Połączone są one albo uroczymi wąskimi uliczkami, albo równie ładnymi schodami. Największe z nich to Schody Sebelloni. Kiedyś to był kanał otoczony z prawej strony wysokimi murami miejskimi:

Bellagio, schodki i uliczki 1

Bellagio, schodki i uliczki 2

Bellagio, schodki i uliczki 3

Bellagio, schodki i uliczki 4

Bellagio, schodki i uliczki 5

Bellagio, schodki i uliczki 6

Idąc górną ulicą w prawo można dojść do dwóch ciekawych obiektów. Pierwszy z nich to romańska kaplica San Giorgio, która pochodzi z XI - XII wieku. Jest niewielka, ze skromnym wnętrzem, ale bardzo ładna:

Bellagio, kaplica San Giorgio

Bellagio, kaplica San Giorgio 1

Bellagio, kaplica San Giorgio 2

Za nią przy tej samej ulicy znajduje się Villa Gotica - niegdyś neogotycki kościół anglikański z XIX wieku, obecnie budynek prywatny:

Bellagio, Villa Gotica 1

Bellagio, Villa Gotica 2

Kierując się w lewo, dojdziemy z kolei do placu przy romańskiej Bazylice San Giacomo. Zbudowano ją w z XII stuleciu, a na przestrzeni wieków poddano licznym transformacjom, których efekty widoczne są głównie we wnętrzu. Natomiast cała bryła dziś znów ma dawną romańską formę, przywróconą podczas remontu w 1904 roku, z trzema nawami i widocznymi od zewnątrz trzema absydami (na zdjęciu po prawej stronie widać fragment jednej z nich i dach nad drugą):

Bellagio, Bazylika San Giacomo 1

Z ciekawszych elementów wyposażenia należy wymienić: tryptyk, prawdopodobnie autorstwa Vincenzo Foppa (1427-1815) "Madonna z dzieckiem i święci Roch i Sebastian" (widoczny na czwartym zdjęciu pod ołtarzem), drewniany złocony ołtarz z XVIII wieku i krucyfiks w przełomu wieków XI i XII . Piękne mozaiki nad prezbiterium i w bocznych nawach pochodzą z początku XX wieku:

Bellagio, Bazylika San Giacomo 2

Bellagio, Bazylika San Giacomo 3

Bellagio, Bazylika San Giacomo 4

Bellagio, Bazylika San Giacomo 5

Bellagio, Bazylika San Giacomo 6

Na środku placu Piazza della Chiesa umieszczono fontannę, przeniesioną sprzed Willi Gotica, na której postawiono później posąg Madonny Pielgrzymów. Ponadto naprzeciwko bazyliki stoi wieża będąca pozostałością po średniowiecznych fortyfikacjach miasta:

Bellagio, Piazza della Chiesa 1

Bellagio, Piazza della Chiesa 2

Z Bellagio kolejnym promem ruszyliśmy w dalszą drogę, podziwiając piękno alpejskich krajobrazów. Ostatnie zdjęcia Zbyszek robił telefonem z zoomem, dlatego mają taką przedziwną kolorystykę i rozdzielczość:

Jezioro Como 1

Jezioro Como 2

Jezioro Como 3

Jezioro Como 4

Jezioro Como 5

Jezioro Como 6

Jezioro Como 7

Tym razem kierowaliśmy się do Menaggio, ale o tym będzie już następna notka.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 142