|
sobota, 19 maja 2012
Kocham maj!
W ogrodzie pięknie. Zapraszam do oglądania zdjęć na Ogrodniczce, dziś wrzuciłam kolejne. Chwilowo pogoda niezła, trzymamy sie zdrowo, w robocie też jakoś nie najgorzej. Żyć, nie umierać. Dziś porządkowałam rabatki. Dorwałam się do roboty, jak gdybym miesiąc leżała brzuchem do góry. Ale po deszczu chwaściory się rozbuchały i psuły widok, więc skorzystałam ze słonka i powalczyłam. Pod wieczór przyszła siostra z mężem, rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy karczusia z warzywami. Bardzo był smakowity. Na zakończenie jeszcze parę wspominków z Ponidzia i nie tylko. Któregoś dnia przypomnialam sobie, że mój kolega z klasy mieszka w Busku, zadzwoniłam do innego po namiary i udało się spotkać. Marek mieszka za miastem na takiej pięknej działce, ze stawem!
Spotkałam sie też z Radkiem, cioteczno - ciotecznym bratem, który przyjechał specjalnie z Norwegii. Widzieliśmy się pierwszy raz w życiu. Udało się wynająć mu pokój w tym samym domu, mieliśmy więc sporo czasu na pogaduchy o wspólnych przodkach i nie tylko. Pierwszego maja odwiozłam chłopaków do Jędrzejowa, gdzie wsiedli do ciuchci wąskotorowej i udali sie nią do Pńczowa. Ja tymczasem pojechałam na umówioną wizytę do księdza proboszcza z Wrocieryża (do poczytania na Geneeli), gdzie w kościelnych księgach udało mi się znaleźć akt chrztu mojej pra-pra-babki. Potwierdziłam tym samym, że z Anką z Kielc jesteśmy spokrewnione. Chrzest jej pra-pra-dziadka z tegoż Wrocieryża znalazłyśmy wcześniej w Kielcach w archiwum, niestety młodszej księgi nie było i dlatego musiałam pojechać do parafii. Ale udało się. Nie były to jedyne odkrycia, więcej można na ten temat poczytać tutaj. Potem spotkałam się z chłopakami w Pińczowie i kontynuowaliśmy zwiedzanie okolic. Ale o tym już w następnej notce, żeby nie za dużo na jeden raz. Miłej niedzieli wszystkim życzę!
wtorek, 15 maja 2012
Busko i reszta
Udało nam się przez te kilka dni obejrzeć mały kawałek Ponidzia i wróciłam z uczuciem niedosytu. Po pierwsze planowaliśmy zwiedzanie rowerami, co pozwala na bliższy kontakt z naturą i spokojne, dowolnie długie, podziwianie widoków. Niestety w ciągu dnia było za gorąco, więc rowerkowaliśmy tylko późnymi popołudniami w najbliższej okolicy. Całą resztę zdecydowaliśmy się jednak zaliczać poprzez podjeżdżanie samochodem. Siłą rzeczy jechało się szybciej i z większym dystansem. Niemniej to, co widziałam przez okno, czyli nadnidziańskie krajobrazy, bardzo mnie urzekło. To prawdziwa kraina łagodności. Po drugie jest to region pełen zabytków, w dodatku jak na nasze polskie realia bardzo wiekowych, niestety większość kościołów była zamknięta na głucho. Taka np. kaplica św. Anny w Pińczowie otwierana jest tylko przez tydzień poprzedzający 26 lipca. Wiele innych - tylko dla grup zorganizowanych, po umówieniu z dużym wyprzedzeniem. Pierwszego dnia, czyli w niedzielę, pojechaliśmy do Młodzaw, gdzie (wyłącznie w soboty i niedziele) można zwiedzić prywatny ogród botaniczny:
Jest tam też późnobarokowy kościół pw. św. Ducha i Matki Boskiej Bolesnej, wzniesiony w latach 1716-1720, prawdopodobnie według projektu Kacpra Bażanki, ufundowany przez Michała Kępskiego, podczaszego bracławskiego: I urokliwa plebania, niestety nieco ukryta w drzewach: Z Młodzaw pojechaliśmy do Chrobrza, gdzie zwiedzaliśmy pałac, a w nim wystawę związaną z Wojtkiem Belonem, którego piosenki wciąż jeszcze śpiewamy przy ognisku.
Widzieliśmy też miejscowy kościół, niestety, podobnie jak w Młodzawch, zamknięty:
W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Wiślicę, ale było już za późno, żeby zwiedzać z przewodnikiem, postanowilismy więc wrócić do Buska, a Wiślicę powtórzyć za jakiś czas. c.d.n.
środa, 09 maja 2012
Baaardzo długi weekend
W moim przypadku było to 11 dni! Najpierw w środę po południu pojechałam do Kielc, gdzie zatrzymałam się na dwie noce w pokoju gościnnym przy Archiwum Państwowym. Trochę na uboczu, ale bardzo piękne miejsce, pokoje komfortowe i tanie, za ścianą podobna fanka genealogii, więc byłam bardzo zadowolona. Oprócz grzebania w dokumentach miałam też kilka sympatycznych akcentów towarzysko - rodzinnych. Na przykład spotkałam się z moją bliską kuzynką Magdą. O jej istnieniu wiem dopiero od dwóch miesięcy. Nasi dziadkowie byli braćmi, ale rodziny nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Dopiero podczas moich poszukiwań udało się ją namierzyć. Bardzo się cieszę z tego spotkania. Drugą spotkaną w Kielcach osobą jest Ania, która zgłosiła się do mnie jakiś czas temu przez internet. Podejrzewała, że w którymś pokoleniu jesteśmy ze sobą spokrewnione, ponieważ obie poszukujemy na podobnym terenie przodka o tym samym nazwisku. Spędziłyśmy ze sobą sporo czasu w archiwach i na wycieczkach do okolicznych parafii. Poszukiwania zostały ostatecznie uwieńczone sukcesem, okazało się, że moja pra-prababka była siostrą jej pra-pra-dziadka. Więcej na ten temat na blogu Geneela. Odwiedziłam też moich dawnych przyjaciół - Tereskę i Stacha. Widujemy się bardzo rzadko, a nasze dzieci wzajemnie się w ogóle nie znają. Jest to dość istotne, o czym za chwilę. Spędziliśmy razem jedno popołudnie. Usłyszałam wtedy zabawną historię ze ślubu ich syna. Uciechy dostarczyła moja osobista córka. Poinformowana przeze mnie o terminie ślubu, wybrała się na uroczystość. Było to o tyle łatwe, że odbywała się ona w jej osobistej parafii. Składając życzenia zaczęła od słów: "Nie wiem, czy wiesz, ale twój tata jest moim ojcem ... chrzestnym". Zanim padło ostatnie słowo, biedny pan młody przeżył chwilę grozy. Twierdził potem, że te życzenia zapamięta do końca życia. Drugiego dnia z Teresą byłam na spektaklu Kieleckiego Teatru Tańca. Spałam potem u nich jedną noc, w Archiwum nie mogłam zostać do soboty, bo nie miałabym gdzie zostawić klucza. W sobotę po obiedzie z kuzynką Anią, o której mowa wyżej, pojechałyśmy do Kij, gdzie urodził się mój pradziadek Wincenty i do Wrocieryża, gdzie mieszkał nasz wspólny pra-pra-pra-dziadek. Potem odwiozła mnie do Buska, gdzie spotkałam się z moimi facetami i zostałam na kolejne 5 dni. Ale o Busku będzie następna notka.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Jutro jadę...
... do Kielc. Sama, w celach genealogicznych i towarzysko - rodzinnych. W sobotę przenoszę się do Buska, gdzie dołączą mąż i syn. Zostaniemy tam do 3 maja. Sprawozdanie i wszystkie szczegóły będą po powrocie. Do zobaczenia!
niedziela, 22 kwietnia 2012
sobota, 21 kwietnia 2012
Nareszcie prawdziwa wiosna!
Już wczoraj zrobiło sie cieplutko i słonecznie, dzięki czemu udało mi się popracować trochę w ogrodzie. Od razu poczułam się lepiej. A dzis jeszcze poprawiłam. Pięknie odchwaściłam i wygrabiłam wszystkie kwiatowe rabatki, parę wypchnietych przez mróz roślinek wcisnęłam głębiej i posadziłam narcyzki z wielkanocnej dekoracji. Miałam to potem podlać, ale przypomniałam sobie dzisiejszą prognozę pogody i wstrzymałam się nieco. I dobrze, bo zaraz potem solidnie lunęło, a nawet pogrzmiało. O dziwo taka wiosenna burza nie nastraja mnie wcale źle, wieczorem może sobie padać, ile chce, bo i tak słońca nie ma.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Szarobure
W tym kolorze jedynie koty daja się lubić. Już mam dość tej pogody. Ze snem doszłam już do poziomu 8 godzin, prawie jak dziecko, a i tak budzę się z bólem głowy, pieczeniem oczu i kompletnie nieprzytomna. W ogrodzie widać wiosnę, parę odmian zakwitło, ale w ciągłym deszczu i wietrze nawet nie mam ochoty pójść i popatrzeć. I w ogóle kiepsko. Nikt mnie nie lubi :( Napisałam w weekend kilka maili w różnych sprawach i nikt nie odpisał. Chandra jak w listopadzie. Nawet wczorajsza wizyta moich przyjaciółek nie polepszyła mi nastroju. Ani poniedziałkowe spotkanie z jedną mamuśką, która podobno przeniosła dziecko do klasy, w której uczę, właśnie specjalnie ze względu na moją osobę. Mąż też się stara, jak może, kwiaty przynosi i wiersze przysyła na komórkę. I w ogóle. A ja i tak bez błękitnego nieba i napędu słonecznego z doła nie wyjdę.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Blox fiksuje!
Nowa notka (przedostatnia) otwiera się tylko ze strony Bloxu albo z komentarzy przy poprzedniej notce, albo przy następnej, a jak się wchodzi normalnie na blog, to jej nie widać. Chyba ją wrzucę jeszcze raz, ale na razie poczekam, żeby sie nie zdublowało. Edit. godz.15.10. Już widać, na szczęście. Wystarczyło cierpliwie poczekać :-) Resztki dekoracji
Tyle, co widać na zdjęciu, udało się uratować. To żółte coś wokół doniczki się paliło, ale tylko część musiałam usunąć. Narcyzki wyglądają na żywe, nawet trochę nowych pączków się otworzyło. Tak więc ostatecznie obeszło się bez większych szkód. Mam nadzieję po kwitnieniu przesadzić kwiatki do ogrodu.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Powszedniej
Święta za nami. Znów bez Jacka (patrz "Wyprawa V"), bez siostrzeńców Zbyszka (poszli do innej cioci), bez dwóch moich siostrzeńców, bo gdzieś powyjeżdżali. Ania z rodziną chwilami też bywała u teściów, więc ostatecznie zbierało się nas przy stole od 7 do 11 sztuk. Czyli lajtowo dość. Natomiast same przygotowania były jednak męczące, chociaż chyba nieźle logistycznie zaplanowane. A że do tego codziennie chodziliśmy na uroczystości Triduum Paschalnego, to takie wypoczynkowe święta bardzo mi pasowały. Gdyby tylko temperatura była bardziej wiosenna, to już bym była całkiem szczęśliwa. Wczoraj mimo zera stopni widok czytego błękitnego nieba od rana mnie nastawił przyjaźnie do świata, nawet na mały spacerek poszliśmy po obiedzie. A dziś na drugi - dłuższy. A w ogrodzie wreszcie widać wiosnę. Niebawem będą zdjecia. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blog genealogiczny
Blogi syna z wypraw
Czytam przy kawie
Mój ogród
|