W DOMU I W PODRÓŻY.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Tagi
statystyka
Kategorie: Wszystkie | Dom i ogród | Genealogia | Piotrek | Praca | Wycieczki
RSS
niedziela, 01 października 2017
Winnica Szabo

Po drodze do akermańskiej twierdzy, w odległości 70 km od Odessy i 7 km od Białogrodu, znajduje się winnica Szabo (Shabo Wine Cultural Center). Słynie z win, wermutów i koniaków produkowanych z własnych upraw, które obecnie zajmują powierzchnię ok. 1200 ha:

Winnica Szabo 1

Winnica Szabo 2

Winnica Szabo 3

Winnica Szabo 4

Tutejszy klimat i ziemie dają doskonałej jakości winogrona, a wytwórnia została gruntownie zmodernizowana przez ostatnich właścicieli, toteż jakość win jest naprawdę wysoka. Winnicę kupili Gruzini i wytwarzają w niej wina tradycyjną kachetyjską metodą (w glinianych kwewri). Jest to najstarszy na świecie, nadal praktykowany sposób produkcji wina. A pić je można też po gruzińsku - z rogów:

Winnica Szabo - rogi na wino

Warto tam zajechać i zwiedzić zarówno sam zakład, jak i zorganizowane przy nim muzeum. Poziom naprawdę światowy. Teren jest pięknie zagospodarowany, a wewnątrz zakładu panuje sterylność i lustrzany połysk:

Winnica Szabo - produkcja 1

Winnica Szabo - produkcja 2

Winnica Szabo - produkcja 3

Winnica Szabo - produkcja 4

Winnica Szabo - produkcja 5

Winnica Szabo - produkcja 6

Winnica Szabo - produkcja 7

Winnica Szabo - produkcja 8

Winnica Szabo - produkcja 9

A w piwnicach beczułki, beczki, beki...:

Winnica Szabo - piwnice z winem 1

Winnica Szabo - piwnice z winem 2

Winnica Szabo - piwnice z winem 3

Winnica Szabo - piwnice z winem 4

Winnica Szabo - piwnice z winem 5

Winnica Szabo - piwnice z winem 6

Muzeum jest bardzo ciekawie zaplanowane, zwiedza się je z zainteresowaniem, chociaż przewodniczka mnie nie zachwyciła - mówiła trochę jak całkowicie wyprany z emocji i poczucia humoru automat.

Tradycję winiarską zapoczątkowali już starożytni mieszkańcy tych ziem, stąd w muzeum odniesienia do sztuki i mitologii antycznej:

Winnica Szabo - muzeum 1

Winnica Szabo - muzeum 2

Winnica Szabo - muzeum 3

Winnica Szabo - muzeum 4

Winnica Szabo - muzeum 5

Kolejni gospodarze to oczywiście Turcy, a po nich produkcją szlachetnego trunku zajęli się szwajcarscy koloniści z Vevey. Dotarli na miejsce w 1822 roku po długiej podróży (ponad 2,5 tysiąca kilometrów), osiedlili się i stworzyli wyjątkową winnicę, która funkcjonowała przez wiele lat. Ponieważ turecka nazwa miejscowości Aşa-abag (Niskie Ogrody) była dla nich za trudna, zmienili ją najpierw na Shabag, a następnie Shabo:

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 1

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 2

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 3

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 4

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 5

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 6

Winnica Szabo - historia szwajcarskich osadników 7

Odwiedzały to miejsce różne znakomitości: Puszkin, Łesia Ukrainka czy król Rumunii Karol II, który w 1937 roku degustował wino w piwnicy, nazwanej potem "Królewską":

Winnica Szabo - muzeum 6

Winnica Szabo - muzeum 7

Winnica Szabo - muzeum 8

Zakład zamknęli i doprowadzili do całkowitej degradacji dopiero komuniści, którzy uznali, że to najlepszy sposób na zmniejszenie problemu alkoholizmu w kraju. Na szczęście nowi właściciele zdołali winnicę reaktywować ku ogólnemu pożytkowi. Winko kupiłam i dowiozłam do domu, ale nie został po nim nawet ślad. Więc na pociechę musi wystarczyć zdjęcie z firmowej strony: 

Wina Szabo

Na deser jeszcze dodam dwa zdjęcia z plaży na klifowym brzegu gdzieś naprzeciwko twierdzy akermańskiej i na tym zakończę ostatnią relację z wyprawy "Besarabia 2017":

Okolice Zatoki, Liman Dniestru, plaża na klifowym brzegu 1

Okolice Zatoki, Liman Dniestru, plaża na klifowym brzegu 2

sobota, 30 września 2017
Tureckie warownie nad Dniestrem

Uwielbiam średniowieczne zamki i twierdze. Oczywiście starsze tym bardziej, ale ostatecznie mogą być i młodsze, nie będę się upierać ;-)

Oto kilka przykładów zamków, jakie udało mi się odwiedzić na trasie moich wędrówek: zamek joannitów św.Piotra w Bodrum (Turcja, rok 2010); zamek joannitów w mieście Rodos (Grecja, rok 2011); zamek Kolossi koło Limassol (Cypr Południowy, styczeń 2014); zamek w Kyrenii (Cypr północny, marzec 2014); Kamieniec Podolski (Ukraina, rok 2012); Chocim (Ukraina, rok 2012). Szczególnym sentymentem darzę trzy ostatnie.

Zamków położonych podobnie jak Chocim, nad Dniestrem, jest więcej. Kolejne dwa miałam okazję odwiedzić w tym roku. I chociaż zwiedzałam je w czasie dwóch niezależnych wycieczek, mają ze sobą wiele wspólnego, więc opiszę je w jednej notce. Pierwszy z nich to wspomniana przeze mnie w poprzedniej notce dawna turecka twierdza w Benderach, po polsku zwanych Tehinią, co wywodzi się od nazwy rumuńskiej "Tighina". Istnieje przypuszczenie, że w okolicy dzisiejszego miasta istniała niewielka forteca już w IX stuleciu. Pod koniec XV wieku swoją warownię zbudował tu mołdawski władca Stefan III Wielki. Kilkadziesiąt lat później tereny te opanowało Imperium Osmańskie. Za czasów sułtana Sulejmana Wspaniałego niewielki zamek został przebudowany w potężną twierdzę obronną. Zamek był oblegany wielokrotnie w czasie konfliktów między Mołdawią, Turcją, Polską i Rosją, a po przegranej bitwie pod Połtawą mieszkał w nim przez kilka lat król Szwecji Karol XII wraz z hetmanem Iwanem Mazepą. 1812 r. Bendery dostały się wraz z całą Besarabią pod panowanie rosyjskie. Sto lat później, w 1918 roku, na krótko powstała tu Mołdawska Republika Demokratyczna, która połączyła się z Rumunią. W roku 1940 tereny te wcielono do ZSRR.

A od 1992 roku utworzyła się Naddniestrzańska Republika Mołdawska i Bendery znalazły się w jej obrębie.

I jak to w tym dziwnym kraju bywa, w twierdzy rządkiem (a nawet dwoma) stoją popiersia narodowych bohaterów, niczym rodzina Garibaldich na wzgórzu Gianicolo w Rzymie. Co roku pojawia się kilka nowych:

Naddniestrze, twierdza w Benderach 1

Naddniestrze, twierdza w Benderach 2

Naddniestrze, twierdza w Benderach 3

Cały zamek jest pięknie odrestaurowany i z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie:

Naddniestrze, twierdza w Benderach 4

Naddniestrze, twierdza w Benderach 5

Od strony dziedzińca widoki też są malownicze, tylko miejscami straszy ordynarna współczesna blacha na krawędziach daszków nad basztami, albo niczym nie osłonięte betonowe nadproża nad drzwiami. Ale jeśli nie będziemy przesadnie wnikać w szczegóły, to na pewno nam się tu spodoba:

Naddniestrze, twierdza w Benderach 6

Naddniestrze, twierdza w Benderach 7

Naddniestrze, twierdza w Benderach 8

Naddniestrze, twierdza w Benderach 9

Naddniestrze, twierdza w Benderach 10

Naddniestrze, twierdza w Benderach 11

Naddniestrze, twierdza w Benderach 12

Na terenie twierdzy mieści się muzeum z makietą zamku i innymi ciekawostkami:

Naddniestrze, twierdza w Benderach 13

Naddniestrze, twierdza w Benderach 14

Naddniestrze, twierdza w Benderach 15

Mają również salę tortur z różnymi strasznymi narzędziami, ale tam nie odważyłam się wejść ;-)

Drugi zamek to Akerman, zwany też Białogrodem, a znany każdemu z nas dzięki Mickiewiczowi, który odwiedził twierdzę w maju 1825 roku. To miejsce, pięknie położone nad limanem Dniestru, posiada ogromne walory obronne. Fakt ten sprawił, że na przestrzeni dziejów kolejne ludy budowały tam swoje siedziby. Jako pierwsi pojawili się Grecy, którzy już w VI w. p.n.e. założyli tam swoją kolonię o nazwie Tyras (takm mianem określano też Dniestr), potem istniały tam kolejno rzymska Alba Iulia i bizantyjskie Leukopolis. To wtedy, w VI wieku n.e., zbudowano pierwsze fortyfikacje, zwane "Asprocastron", czyli Biały Zamek. W XIII wieku twierdzę przejęli i umocnili Genueńczycy. Od 1359 roku Mołdawianie i Wołosi mieli tam swoją Cetatea Alba, zdobytą przez Turków w 1484 roku i przemianowaną na Akerman (tur. Ak Kerman - „Biała Twierdza”). Jak widać, wszystkie nazwy twierdzy zawierają przymiotnik "biała".

W XVII i XVIII wieku Akerman nadal stanowił ważny punkt w systemie obronnym Imperium Osmańskiego, aż do czasu, gdy 25 września 1826 Rosja i Turcja podpisały tzw. konwencję z Akermanu, ustanawiającą polityczny protektorat nad Besarabią. W 1918 miasto znalazło się w granicach Rumunii, po 1944 Związku Radzieckiego, a dziś należy do Ukrainy.

Turecka twierdza posiadała cztery wewnętrzne dziedzińce. W najwyższym i najbardziej nieodstępnym miejscu znajdowała się cytadela, nazywana też Zamkiem Genueńskim, gdyż jego wznoszenie zapoczątkowali właśnie Genueńczycy. 

Poniżej dwa obrazki, wzięte z internetu (http://www.allcastles.ru i http://navtur.pl/), pokazują układ zabudowań twierdzy dziś i dawniej. Wchodzi się do niej bramą, która jest widoczna z lewej strony:

Twierdza Akerman, widok z góry 1

Twierdza Akerman, widok z góry 2

Przed bramą wejściową witają nas pozostałości starożytnego Tyras:

Twierdza Akerman, ruiny Tyras 1

Twierdza Akerman, ruiny Tyras 2

Twierdza Akerman, ruiny Tyras 3

Główne wejście na teren twierdzy:

Twierdza Akerman, brama wejściowa 1

Twierdza Akerman, brama wejściowa 2

W sonecie "Stepy akermańskie" Mickiewicz opisał światło na horyzoncie, ale jego źródła nie potrafił określić. Najczęściej interpretuje się "lampę Akermanu" jako latarnię morską, której funkcję pełnił dawny minaret, do dziś stojący na terenie warowni tuż za bramą wejściową:

Twierdza Akerman, minaret

Weszliśmy na pierwszy dziedziniec i oczywiście również na mury, skoro była taka możliwość. Podziwialiśmy z góry kolejny dziedziniec i najlepiej zachowaną część twierdzy, do której przenieśliśmy się za chwilę:

Twierdza Akerman, mury 1

Twierdza Akerman, mury 2

Twierdza Akerman, mury 3

Widoczne na  zdjęciu dwie baszty są już częścią cytadeli - Zamku Genueńskiego:

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 1

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 2

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 3

Tu również można było przejść się wzdłuż murów, mając przed sobą jeszcze piękniejsze widoki nie tylko na teren zamku, ale również na liman Dniestru:

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 4

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 5

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 6

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 7

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 8

Twierdza Akerman, cytadela - Zamek Genueński 9

Tego typu twierdze najokazalej prezentują się od strony wody, więc i tę chcialam tak sfotografować. Na szczęście z dotarciem w odpowiednie miejsce nie było problemów:

Twierdza Akerman i liman  Dniestru 1

Twierdza Akerman i liman  Dniestru 2

Twierdza Akerman i liman  Dniestru 3

I w tym miejscu zakończymy nasze wspólne zwiedzanie naddniestrzańskich warowni. W kolejnej notce, już ostatniej z całego wyjazdu do Besarabii, udamy się do winnicy Szabo i na klifowy fragment wybrzeża Morza Czarnego.

czwartek, 28 września 2017
Sowiecki skansen nad Dniestrem

Zastanawiałam się, czy w ogóle wziąć udział w tej wycieczce, ale jednak się zdecydowałam i bardzo się z tego cieszę. Myślę, że niewielu Polaków miało taką okazję, bo do Naddniestrza raczej mało kto organizuje wycieczki, a miejsce jest naprawdę przedziwne. Warto tam raz w życiu pojechać, zwłaszcza jeśli już jest się tak blisko.

Naddniestrze, a w zasadzie Naddniestrzańska Republika Mołdawska (NRM) to tzw. "quasipaństwo", które powstało w momencie rozpadu ZSRR. Naddniestrze ma swój własny parlament, prezydenta, a także własną walutę, choć formalnie jest częścią Mołdawii. Nie jest uznawane oficjalnie nawet przez Rosję, która je po cichu wspiera.

Poziom gospodarczy tego państwa jest bardzo niski, co jest o tyle dziwne, że jest tu zlokalizowany praktycznie cały mołdawski przemysł. W dodatku jedyna mołdawska elektrownia też się tu znajduje, co uzależnia Mołdawię od tej samozwańczej republiki i jest już całkowicie niepojęte. Około 40%, dochodu Naddniestrza wytwarza huta stali w Rybnicy. Największym pracodawcą, w zasadzie monopolistą, jest  Sheriff, firma należąca do naddniestrzańskich biznesmenów. Jej działalność bardziej przypomina aktywność mafii, niż normalnej korporacji. Firma kontroluje prawie wszystkie gałęzie handlu, począwszy od małych osiedlowych sklepików, po sieć supermarketów i hipermarketów i stacji benzynowych, dominuje w branży transportowej oraz jest właścicielem jedynej prywatnej telewizji oraz najlepszego klubu piłkarskiego - Sheriff Tyraspol:

Naddniestrze, imperium Sheriff 1

Naddniestrze, imperium Sheriff 2

Nieoficjalnie mówi się, że udziały w spółce ma między innymi były prezydent Republiki, urodzony na terenach rosyjskich Andrij Smirnow. A skoro spółka działa jak mafia, to może i te restauracje do nich należą? Któż bowiem inny mógłby sobie pozwolić na takie aluzje:

Naddniestrze, Tyraspol, centrum miasta 5

Mieszkańcy twierdzą, że tak naprawdę w NRM są cztery ścieżki kariery - praca w Sheriffie, praca w administracji, jeżdżenie taksówką lub emigracja.

W Naddniestrzu mają własną walutę – plastikowy Rubel Naddniestrzański. Co ciekawe, monety w ilości około 8 milionów rubli  zostały wybite w 2004 roku w polskiej Mennicy Państwowej, powodując dyplomatyczne nieprzyjemności. Mennica tłumaczyła wówczas, że to nie miała być prawdziwa waluta, a tylko żetony, mające służyć celom komercyjnym. A tak owe "żetony" wyglądają:

Naddniestrze, plastikowe ruble

Za powstanie tego państwa w państwie odpowiadają politycy rosyjscy. Po rozpadzie ZSRR nadal stacjonowały tu wierne Kremlowi wojska. W latach 90-tych wykorzystały one fałszywy argument, jakoby Mołdawia miała się połączyć się z Rumunią, jako pretekst do zamachu stanu. Od początku istnienia NRM stacjonuje tam 14. Armia Rosyjska, która jest gwarantem „niepodległości”.

Naddniestrzanie natomiast postrzegają powstanie kraju jako formę obrony tożsamości i stylu życia ludności z lewego brzegu Dniestru przed nacjonalistami z Mołdawii i Rumunii. Z perspektywy zwykłego mieszkańca NRM, to oni na przełomie lat 80. i 90. chcieli pokoju, chcieli żyć we własnym państwie, za to Mołdawia była agresorem, który ruszył nad Dniestr czołgami. Nie rozumieją dlaczego Zachód poparł tego "agresora". Za to Rosja im pomogła, przerwała walki o miasto Bendery, które w Naddniestrzu nazywa się "tragedią" bądź "rzezią" - w czasie trzech tygodni walk zginęło wtedy około 600 osób, a po stronie naddniestrzańskiej byli to w dużej mierze cywile. W Tyraspolu znajduje się kompleks pomników ku czci wszystkich, którzy zginęli w tej dziwnej wojnie, a także poległych w wojnie afgańskiej. Obok stoi czołg i mała cerkiewka, która lekko zaburza ten komunistyczny krajobraz:

Naddniestrze, Miejsce Pamięci 1

Naddniestrze, Miejsce Pamięci 2

Naddniestrze, Miejsce Pamięci 3

Naddniestrze, Miejsce Pamięci 4

Naddniestrze, Miejsce Pamięci 5

Dla większości Naddniestrzan, którzy czerpią zazwyczaj wiedzą o świecie z mediów rosyjskich, Rosja to nie tylko sponsor i patron ale też centrum świata, matecznik wielkiej cywilizacji, wielkiej kultury i nośnik wszystkiego co najlepsze. A czasy radzieckie to był okres życia na wysokim poziomie, w dostatku. Szczególnie, gdy porównują to z trudnymi czasami, które nastąpiły po rozpadzie ZSRR, o który obwiniają najczęściej Zachód. Nostalgia za Związkiem Radzieckim przybiera czasem zdumiewające formy. Pełno jest tablic pamiątkowych i afiszów, chwalących dawne czasy:

Tyraspol, jak w ZSRR 1

Tyraspol, jak w ZSRR 2

Tyraspol, jak w ZSRR 3

Tyraspol, jak w ZSRR 4

Przed budynkiem Parlamentu uskrzydlony Lenin, chyba szykuje się do odlotu:

Tyraspol, jak w ZSRR 5

Tyraspol, jak w ZSRR 6

Zabudowa też jakby z innego świata:

Naddniestrze, Tyraspol, centrum miasta 1

Naddniestrze, Tyraspol, centrum miasta 2

Naddniestrze, Tyraspol, centrum miasta 3

Naddniestrze, Tyraspol, centrum miasta 4

Niektóre pojazdy dobrze wpisują się w ten krajobraz:

Naddniestrze, Tyraspol, centrum miasta 6

W Tyraspolu zwracają uwagę jeszcze dwa pomniki. Bardziej okazały, widoczny z daleka, to pomnik generała Aleksandra Suworowa, generalissimusa i księcia italskiego, które to tytuły otrzymał jako zwycięski dowódca wojsk austriacko-rosyjskich, wysłanych przeciw Francuzom do Włoch. Dowodził też podczas walk przeciwko konfederatom barskim w latach 1768-1772 i stłumił powstanie kościuszkowskie, zdobywając Warszawę i dokonując rzezi ludności Pragi. My nie mamy żadnych powodów, by go lubić, ale dla mieszkańców Tyraspola jest przede wszystkim założycielem ich miasta:

Naddniestrze, Tyraspol, pomnik Suworowa 1

Naddniestrze, Tyraspol, pomnik Suworowa 2

Drugi, nieco skromniejszy pomnik, popiersie tylko, postawiono Franzowi de Volan ros. Франц Павлович де Волан. Kiedy zobaczyłam napis, źle odczytałam ostatnią literę, sądziłam, że to rosyjskie "i", a nie "n" i byłam przekonana, że to pan de Volay, co mnie rozśmieszyło. Dopiero w domu się zorientowałam i poszukałam o nim trochę informacji. Pan de Volan okazał się bardzo ciekawą postacią. Urodzony w Antwerpii holenderski inżynier wojskowy i architekt, był też generałem rosyjskim, służył pod dowództwem księcia Grigorija Potiomkina i księcia Aleksandra Suworowa. Jako architekt zaprojektował pierwszy plan Odessy, a także innych miast, w tym Tyraspla, oraz kilku twierdz na północnym brzegu Morza Czarnego. Ponadto był projektantem największego w Europie kanału, który łączy Petersburg z Wołgą:

Naddniestrze, Tyraspol, pomnik de Volana

Nasza wycieczka zakończyła się obiadem i to dopiero było niezapomniane przeżycie. Obiad nawet smaczny, ale sam lokal... Nawet jeśli to taki swoisty żarcik, to tylko potwierdza ich sentyment do tamtych czasów. Nam by się nie chciało tak głupio żartować:

Naddniestrze, Tyraspol,

Naddniestrze, Tyraspol,

Naddniestrze, Tyraspol,

Naddniestrze, Tyraspol,

Przed obiadem odwiedziliśmy jeszcze twierdzę turecką w Benderach, ale opiszę ją razem z Akermanem w następnym poście.

wtorek, 26 września 2017
Wyprawa do punktu ZERO.

Bardzo ciekawą wycieczkę odbyliśmy następnego dnia po przyjeździe do Odessy. Trochę była wyczerpująca, bo z wielogodzinnym przejazdem w każdą stronę, ale obfitowała w tak niepowtarzalne przeżycia, że warto było się trochę pomęczyć.

Delta Dunaju, szczególnie w swej ukraińskiej części, to miejsce niezwykłe. Bagniska, trzcinowiska i podmokłe lasy przecina sieć węższych kanałów i kanalików, tworząc zbiorowisko wysp, częściowo tylko zamieszkałych. Ponieważ za czasów ZSRR ta część imperium była zamknięta i niedostępna jako teren przygraniczny, przetrwała w prawie nie zmienionej postaci i jest jednym z najdzikszych miejsc w Europie. 

W Rumunii, która posiada większą część delty Dunaju, od dawna już rozwija się infrastruktura turystyczna, ale Ukraińcy również szybko się uczą i mają swoje sposoby, by turystów przyciągnąć. Główna miejscowość na tym terenie to Wiłkowo. Osadę zamieszkiwali Lipowianie, potomkowie staroobrzędowców, którzy na mokradłach Dunaju w XVIII wieku założyli kolonię, znajdując schronienie przed prześladowaniami ze strony Rosjan. Na najdalszych obrzeżach imperium, zapomnianych i bagnistych, nikomu nie chciało się ich szukać. Dziś już ludność się nieco przemieszała, a starowierców nikt nie ściga.

Na zdjęciach pomnik Pierwszego Lipowana, a obok - świętego Mikołaja Cudotwórcy, dalej miejscowy cmentarz:

Delta Dunaju, Wiłkowo 1

Delta Dunaju, Wiłkowo 2

Delta Dunaju, Wiłkowo 3

Delta Dunaju, Wiłkowo 4

Naszą podróż rozpoczęliśmy w kompleksie turystycznym "Pelikan", gdzie wsiedliśmy na statek:

Delta Dunaju, kompleks turystyczny

Delta Dunaju, kompleks turystyczny

Delta Dunaju, kompleks turystyczny

Delta Dunaju, kompleks turystyczny

Delta Dunaju, rejs 1

Delta Dunaju, rejs 2

Delta Dunaju, rejs 3

Delta Dunaju, rejs 4

Delta Dunaju, rejs 7

Opuściliśmy Wiłkowo i ruszyliśmy w rejs wśród dziewiczych zarośli, wypatrując kormoranów. Krajobraz niczym znad Amazonki - cicho, pusto, tylko chaszcze i dzikie ptaki. I my na naszej krypie:

Delta Dunaju, rejs 5

Delta Dunaju, rejs 6

Delta Dunaju, rejs 8

Delta Dunaju, rejs 9

Delta Dunaju, rejs 10

Zatrzymaliśmy się dwa razy. Po pierwszej godzinie rejsu przybiliśmy do przystani, na której powitała nas zażywna jejmość w fartuchu - gospodyni w ośrodku Kwakenburg - i zaprosiła na obiad. Ucha (zupa rybna), gotowany karp i sum z sosem czosnkowym, chlebek z miodem i czerwone wino własnej produkcji, to dla nas jadłospis niemal egzotyczny:

Delta Dunaju, ośrodek Kwakenburg 1

Delta Dunaju, ośrodek Kwakenburg 2

Delta Dunaju, ośrodek Kwakenburg 3

Delta Dunaju, ośrodek Kwakenburg 4

Po krótkiej sjeście wypłynęliśmy w dalsza drogę i dotarliśmy do pięknych dzikich plaż przy tak zwanym Zerowym Kilometrze. Miejsce to jest symboliczną granicą między Dunajem a Morzem Czarnym. Nazwa sugeruje wprawdzie jakiś początek, ale Dunaj to jedyna rzeka w Europie, której pomiar prowadzony jest w odwrotnym kierunku: nie z prądem, a pod prąd. Czyli wbrew nazwie Dunaj się tu kończy, a nie zaczyna:

Delta Dunaju, Zerowy Kilometr 1

Delta Dunaju, Zerowy Kilometr 2

Delta Dunaju, Zerowy Kilometr 3

Delta Dunaju, Zerowy Kilometr 4

Szkoda, że nie można się tu rozłożyć na dłużej, ale niestety obowiązuje tu zakaz kąpieli. Na szczęście po drodze do Odessy są jeszcze inne plaże. Jedną z nich, w Primorsku, odwiedziliśmy na krótko, jako że czekało nas jeszcze około 250 kilometrów jazdy po kiepskich ukraińskich drogach:

Delta Dunaju, plaża w Primorsku

poniedziałek, 25 września 2017
Traviata w Odessie

Będzie w samych superlatywach, bo inaczej się nie da. Ale najpierw oficjalnie :-) 

Narodowy Teatr Opery i Baletu to najstarszy teatr obwodu odeskiego Ukrainy. Artyści pracujący w teatrze na co dzień to muzycy, soliści i tancerze prezentujący najwyższy poziom, biorący udział w projektach międzynarodowych. Śpiewał tu Caruso, a tańczyła Isadora Duncan.

Jego siedzibą jest najbardziej rozpoznawalny budynek Odessy pochodzący z 1887 roku, zaliczany do najpiękniejszych teatrów operowych w Europie:

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 1

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 2

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 3

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 4

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 5

A po prawej stronie jest skwer z fontanną, przy której można się nieco ochłodzić w upalny dzień:

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 6

Odessa, budynek Teatru Opery i Baletu 7

Pierwszy gmach teatru, zaprojektowany przez petersburskiego architekta Thomasa de Thomona, został zbudowany już w 1810 roku, czyli ledwie 15 lat po powstaniu miasta. Niestety w pożarze w 1873 roku całkowicie spłonął. Twórcami nowego budynku byli austriaccy architekci Ferdynand Fellner i Hermann Helmer, ci sami, o których pisałam TUTAJ, przy okazji historii hotelu Żorż we Lwowie. Bryła teatru została zaprojektowana w stylu neobaroku wiedeńskiego, główny hall w stylu Ludwika XVI, natomiast widownia to raczej późne rokoko francuskie. Budową teatru kierował m.in. polski architekt działający w Odessie - Feliks Gąsiorowski (szkoda, że nie z "moich" Gąsiorowskich, chętnie bym się do takiego przodka przyznała, w końcu mój tata też był architektem).

Otwarcie nowego teatru nastąpiło w 1887 roku, a jego budowa pochłonęła 1,3 mln rubli. Był to pierwszy budynek, w którym zastosowano oświetlenie elektryczne, zamówione w amerykańskiej "Edison Illuminating Company". Latem stosowano też swoistą klimatyzację - w piwnicy umieszczono wagon lodu i słomy, a chłodne powietrze dostawało się kanałami pod siedzenia. Unikalna akustyka pomieszczenia pozwala przenieść nawet szept ze sceny do każdego zakątka sali.

Podczas II wojny światowej Niemcy, wycofując się z miasta w 1944, zaminowali budynek w celu jego wysadzenia. Na szczęście instalacje te uszkodził stróż teatralny, Polak o nazwisku Wiśniewski, dzięki czemu teatr ocalał. W 1960 roku gmach Opery oddano do użytku po gruntownej renowacji. Niestety osiadanie gruntu i erodowanie piaskowca spowodowało bardzo poważne uszkodzenie konstrukcji, które próbowano niwelować płynnym szkłem. Jednak dopiero podczas ostatniego remontu, bodajże w 2009 roku, udało się budynek całkowicie zabezpieczyć.

A teraz już moje subiektywne wrażenia.

Najpierw, już pierwszego dnia na naszym prywatnym spacerze, czyli jeszcze przed zwiedzaniem z przewodniczką, zachwyciłam się bryłą teatru. Później weszłam do środka i zobaczyłam najbliższy repertuar. I znów wpadłam w euforię:

Odessa, repertuar Teatru Opery i Baletu

Trzeba jeszcze było znaleźć jakiś pretekst, żeby 10-go nie pojechać z grupą na wycieczkę. Pretekst się znalazł, pisałam o nim TUTAJ, i namówiłam do dezercji jeszcze cztery osoby. Ale decyzja zapadła dopiero w przeddzień wieczorem, więc z duszą na ramieniu rano pognałam do teatru i stanęłam pierwsza w kolejce do kasy. Była już nędzna resztka biletów, każda z nas dostała miejsce gdzie indziej, ale grunt, że się udało.

Kolejny zachwyt wywołały ceny biletów. Nasze miejsca były po 11 zł, najtańsze po 7 zł, a te najdroższe, w pierwszej loży, po ok. 28 zł.

A gdy wieczorem weszłam do środka, to dopiero oniemiałam na dobre:

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 1

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 2

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 3

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 4

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 5

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 7

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 6

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 8

Generalnie w dziedzinie architektury wnętrz preferuję prostotę i nowoczesność, nawet kościoły romańskie czy gotyckie dużo bardziej lubię, niż barokowe. Ale nie dotyczy to teatru operowego! Tu rokokowy przepych jest jak najbardziej na miejscu. Od razu przypomniały mi się młode lata i teatry w Petersburgu i Wilnie, chociaż bary już dziś znacznie skromniejsze, niż za komuny, bez kawioru ;-) Ale szampan był:

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 9

Miałam bardzo dobre miejsce na pierwszym balkonie, prawie na wprost sceny. Mój aparacik robił, co mógł, chociaż bez lampy błyskowej, co ją w Brescii zepsułam, i ostatecznie widownię widać całkiem ładnie:

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 10

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 11

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 12

Odessa, wnętrza Teatru Opery i Baletu 13

Scena w trakcie spektaklu to już gorsza sprawa, bo trzeba było jednak dyskretnie się ustawić, żeby nikomu nie przeszkadzać, a na widowni już panowały całkowite ciemności. No cóż, widać, że to teatr ;-)

La Traviata, Teatr Opery i Baletu w Odessie 1

La Traviata, Teatr Opery i Baletu w Odessie 2

La Traviata, Teatr Opery i Baletu w Odessie 3

Nie jestem muzykiem, żeby oceniać wykonawców, ale na moje niewprawne ucho Alfredo i jego ojciec byli znakomici, a Violetta też się gdzieś w połowie rozkręciła. Ogólnie spektakl bardzo mi się podobał i ani przez chwilę nie było nudno. Śpiewali po włosku, na elektronicznym ekranie nad sceną leciał skrócony tekst po ukraińsku, więc uwagę miałam lekko rozproszoną, ale i tak wiadomo było, o co chodzi. Nie zdążyłam kupić programu, więc nazwisk wykonawców mogę się jedynie domyślać, patrząc na ich zdjęcia na stronie teatru, zatem nie będę ich tu podawać. 

Wizytę w odeskiej operze uważam za jeden z najlepszych momentów całej wycieczki.

I to już na temat Odessy wszystko, w przygotowaniu są jeszcze opisy wycieczek, które stamtąd robiliśmy po okolicy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 144