Z POWODU ZAMKNIECIA BLOXA W KWIETNIU, PRZENIOSŁAM TEN BLOG NA NOWY ADRES: jakaela2.wordpress.com NA NOWE NOTKI ZAPRASZAM NA BLOGSPOTA, JUŻ SĄ: jakaela.blogspot.com
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Tym razem Bolonia

   Po naszym powrocie z Beskidu Sądeckiego, pogoda się zdecydowanie popsuła. Znak, że trzeba ruszać na południe ;-)

   Wycieczka do Bolonii pojawiła się w moich planach natychmiast, gdy Ryanair uruchomił tam loty, ale zamierzałam jechać latem na tydzień i zwiedzić również kilka miast w okolicy, w tym Rawennę i Ferrarę. Tymczasem ciągle wyskakiwały inne pomysły i Bolonia odsuwała się w bliżej nieznaną przyszłość. Ostatnia wycieczka nad Adriatyk obejmowała programem również Rawennę. Skoro nie musiałam już tam jechać z Bolonii, a w dodatku mój mąż złożony chorobą w ogóle w tym roku nie był we Włoszech, uznaliśmy, że możemy sobie wyskoczyć w październiku na przedłużony weekend. Nabyłam więc bilety, wynajęłam na trzy noce pokój z łazienką i wyruszyliśmy w drogę. Spakowaliśmy się w nasze kabinówki dość rewolucyjnie: turystyczne żelazko, mały czajnik i przedłużacz własnej produkcji - na jednym końcu wtyczka z cienkimi bolcami, na drugim listwa z dużymi gniazdami, bez bolców na uziemienie. Po ostatnim pobycie we Włoszech, kiedy nie mogłam używać ani czajnika, ani suszarki, bo mi bolce nie wchodziły do gniazdka, taki patent bardzo mi się spodobał. I okazał się przydatny, bo faktycznie gniazda były tylko na cienkie bolce.

   Wystartowaliśmy z Modlina w lekkim stresie z uwagi na wrześniowe strajki w Ryanairze. O dziwo oba loty odbyły się punktualnie co do minuty. Po wylądowaniu kupiłam w informacji turystycznej bilety na autobus (po 1,30 €) i udaliśmy się "na azymut" w kierunku przystanku Birra. Zastopowało nas zaraz na początku, ponieważ najbardziej oczywista droga nie posiadała chodnika. Trochę się obawialiśmy iść po ulicy, więc kręciliśmy się dość długo w poszukiwaniu innego przejścia, ale w końcu ruszyliśmy jezdnią wzdłuż parkingu. Zaoszczędziliśmy 10 €, a straciliśmy bez sensu ponad godzinę czasu, który mogliśmy przeznaczyć na przyjemniejsze zajęcia. Dziś już jestem wielce mądra i wiem, że należy wyjść z hali przylotów w lewo i w miejscu, gdzie chodnik skręca w stronę parkingu, przeciąć tenże parking, a z drugiej strony chodnik prowadzi już do samego ronda. W każdym razie znaleźliśmy przystanek, pojechaliśmy 81 do San Felice, i przesiedliśmy się do 19-stki. Niestety autobus w soboty nie jeździ przez Strada Maggiore i musieliśmy się trochę przespacerować z walizkami. Na zdjęciach Porta San Felice i Porta Maggiore, przy której wysiedliśmy:

Bolonia, Porta San Felice

Bolonia, Porta Maggiore 1

Bolonia, Porta Maggiore 2

   Do apartamentu dotarliśmy po 13-tej. Położony na Starym Mieście, w odległości kilka minut spacerem od Dwóch Wież, dość tani, jak na taką lokalizację, całkiem nas usatysfakcjonował. Znajdował się w pięknej zabytkowej kamienicy i urządzony był równie stylowo (aczkolwiek łazienka była stylowa inaczej):

Bolonia, nasze mieszkanko 1

Bolonia, nasze mieszkanko 2

Bolonia, nasze mieszkanko 3

Bolonia, nasze mieszkanko 4

Bolonia, nasze mieszkanko 5

Bolonia, nasze mieszkanko 6

Bolonia, nasze mieszkanko 7

Bolonia, nasze mieszkanko 8

Bolonia, nasze mieszkanko 9

Bolonia, nasze mieszkanko 10

   Uprzejmy właściciel wręczył nam pęk ogromnych kluczy: do bramy, do kraty, do mieszkania i do pokoju. Musieliśmy się wszędzie nosić z tym żelastwem, ale daliśmy radę. 

   W Rzymie też byłam za każdym razem po 3,5 dnia, a opisywałam to potem całymi tygodniami. Obawiam się, że tym razem będzie podobnie, bo wyjazd był równie bogaty we wrażenia. Zdjęcia zostały już z grubsza ogarnięte, a zatem do dzieła!

wtorek, 30 października 2018, jakaela

Polecane wpisy